Dziewczyny, piszę ten post ze łzami w oczach i ogromną nadzieją.
Kilka miesięcy temu straciłam mojego synka w 35. tygodniu ciąży. Do dziś trudno mi uwierzyć, że to wydarzyło się naprawdę. Wszystko było już gotowe na jego przyjście. Mieliśmy skompletowaną wyprawkę, wózek czekał w mieszkaniu, a my odliczaliśmy ostatnie tygodnie do spotkania z naszym dzieckiem.
Pojechaliśmy na pierwsze KTG. Miała to być zwykła kontrola. Zamiast tego usłyszeliśmy, że serduszko naszego synka już nie bije.
To był najgorszy dzień mojego życia.
Tydzień później urodziłam go siłami natury. Wiele z tamtych chwil wyparłam. Nie pamiętam dokładnie porodu ani dni, które go poprzedzały. Część historii znam tylko z opowieści męża. Ból był tak wielki, że mój umysł chyba postanowił mnie chronić.
Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że znów jestem w ciąży.
I tutaj pojawia się coś, czego bardzo się wstydzę. Zamiast radości czuję głównie strach. Czasami mam wrażenie, że zdradziłam mojego synka. Że zostawiłam go samego. Nadal za nim tęsknię każdego dnia. Jestem na jego grobie codziennie. Sprzątam, przynoszę kwiaty, robię stroiki, szukam rzeczy wyjątkowych, bo wciąż jestem jego mamą.
A jednocześnie noszę pod sercem kolejne dziecko.
Mam wrażenie, że nie umiem być w tej ciąży. Nie potrafię się nią cieszyć. W pierwszej robiłam zdjęcia brzucha, kupowałam rzeczy dla dziecka, planowałam przyszłość. Teraz boję się przywiązać. Nie robię zdjęć, nie celebruję kolejnych tygodni. Jakbym podświadomie próbowała ochronić siebie przed kolejnym bólem.
Po każdej wizycie lekarskiej oddycham spokojniej przez dzień lub dwa. Potem lęk wraca. Analizuję każdy objaw, każdą zmianę, każdy gorszy moment. Wszystko wydaje mi się podejrzane.
Wiem, że medycznie jestem zaopiekowana najlepiej jak tylko można. Mam leki, zastrzyki, zaplanowane kontrole, wcześniejsze KTG, pobyt na oddziale przed porodem. Mimo to nie potrafię uwierzyć, że tym razem będzie dobrze.
Czuję się zmęczona tym strachem. Czuję się samotna. Czasem mam wrażenie, że wszyscy wokół cieszą się z ciąży bardziej ode mnie.
Mamusie Aniołków, jeśli byłyście w kolejnej ciąży po stracie – jak przetrwałyście ten czas? Co pomagało Wam od jednej wizyty do następnej? Czy ten lęk kiedykolwiek odpuszczał? Jak nauczyłyście się żyć jednocześnie z żałobą po jednym dziecku i miłością do drugiego?
Będę wdzięczna za każdą odpowiedź. Bardzo tego teraz potrzebuję.