Wczoraj miałam pierwsze USG (7+3tc). Było słychać serduszko, było widać… i sęk w tym, że lekarz nie był pewien co widzi, bo przy pewnych ułożeniach głowicy do USG wydawało mu się, że widzi dwa pęcherzyki żółtkowe. I kształt/wielkość zarodka też mu to niby sugerowały. Zapytał mnie podczas USG czy mama rodziła bliźniaki. Zamarłam. Bo owszem, rodziła. I u nas wychodziły co pokolenie, a nie jak się uważa powszechnie co drugie pokolenie. Jednak jeśli w moim przypadku byłaby to faktycznie ciąża bliźniacza, to nie dziedziczna, bo jednojajowa wg USG. Dostałam skierowanie do szpitala na USG na lepszym sprzęcie, w celu potwierdzenia bądź wykluczenia ciąży mnogiej. Jestem cała w stresie jak ogarnę bliźniaki i wówczas mającą rok i 8mcy córkę. Czy któraś z was miała podobną sytuację, a okazało się że ma na pokładzie jednak tylko jednego pasażera??